Strona główna > #NEWS > Ligi zagraniczne: Lewandowski bohaterem Klassikera, Fabiański wybawcą West Hamu

Ligi zagraniczne: Lewandowski bohaterem Klassikera, Fabiański wybawcą West Hamu

Potrzebujesz ok. 13 min. aby przeczytać ten wpis

Ostatni weekend ligowy przed przerwą reprezentacyjną przyniósł spory powiew optymizmu w kontekście czekających Biało-Czerwonych trudnych starć w Lidze Narodów z Włochami i Holandią. W meczu na szczycie Bundesligi znakomicie wypadł bowiem Robert Lewandowski (gol i asysta), strzelecką niemoc przełamał wreszcie Krzysztof Piątek, a trzy punkty swojemu zespołowi uratował Łukasz Fabiański, który w samej końcówce meczu z Fulham obronił rzut karny. Udane występy mają za sobą także Jan Bednarek czy Mateusz Klich, choć drużyna byłego pomocnika Zwolle poniosła bolesną porażkę na Selhurst Park. Dużym echem w zagranicznych mediach odbiło się jeszcze wysokie zwycięstwo Barcelony nad Realem Betis (5:2, dublet Leo Messiego) oraz podział punktów Manchesteru City z Liverpoolem (1:1).

Premier League: Leicester City nowym liderem, mocne akcenty Polaków

Już w piątek nastąpiła kolejna w tym sezonie zmiana lidera w Premier League. Na kilkanaście godzin na czele stawki znalazło się Southampton Jana Bednarka, które w pięknym stylu nawiązało do kampanii sprzed 32 lat, kiedy to The Saints także przodowali w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. Polski defensor po groźnie wyglądającym upadku z zeszłego tygodnia szybko wrócił do pełnej sprawności i w konfrontacji z Newcastle United pokazał się z dobrej strony nie tylko w defensywie (3 wygrane pojedynki główkowe, jeden skuteczny wślizg), ale również pod bramką strzeżoną przez Karla Darlowa (dwa strzały, w tym jeden wybity z linii bramkowej przez obrońcę Srok). Za swój występ były lechita zasłużenie zebrał od zagranicznych dziennikarzy znakomite noty – 7,3/10 od WhoScored, 8/10 od Hampshire.Live oraz 9/10 od Saints Marching.

W sobotnie popołudnie nie zawiodło ciekawie zapowiadające się starcie na Goodison Park. Gospodarze wyszli na prowadzenie po trafieniu Bernarda, ale później przeważali już podopieczni Ole Gunnara Solskjæra, których do triumfu poprowadził Bruno Fernandes. Król strzelców poprzedniej edycji Ligi Europy upolował dublet i dołożył asystę przy debiutanckim golu Edinsona Cavaniego. Portugalczyk od momentu styczniowego transferu uczestniczył aż w 31 bramkach zdobytych przez zespół z Old Trafford.

Dzięki kolejnej wygranej nad Evertonem Czerwone Diabły przedłużyły serię wyjazdowych zwycięstw ligowych do siedmiu, co na pewien czas utnie liczne spekulacje dotyczące zwolnienia norweskiego szkoleniowca.

Pozostałe trzy spotkania tego dnia odbyły się w stolicy Zjednoczonego Królestwa i we wszystkich górą byli gospodarze. Chelsea i Crystal Palace odniosły efektowne zwycięstwa 4:1, choć w przypadku The Blues wynik mógł być znacznie bardziej okazały (m.in. poprzeczka Timo Wernera oraz kilka znakomitych interwencji Ramsdale’a). Ekipa Roya Hodgsona wykorzystała natomiast niemal wszystkie nadarzające się okazje i na nic zdał się Leeds United gol Bamforda, któremu dogodną pozycję wypracował Mateusz Klich. Polski rozgrywający awansował dzięki temu na czwarte miejsce w klasyfikacji najlepszych asystentów angielskiej elity (3 decydujące podania, tyle samo co Rashford, Ziyech, James Rodríguez, Fernandes, Cresswell i De Bruyne – przyp. red.).

Wyświetl ten post na Instagramie.

Bad result, bad game ❌ #MOT

Post udostępniony przez Mateusz Klich (@cli5hy)

Dramatyczny przebieg miał z kolei pojedynek na Stadionie Olimpijskim w Londynie, gdzie mimo sporej przewagi Młoty długo nie potrafiły pokonać dobrze dysponowanego Alphonse’a Areoli. Wszystko, co najciekawsze, wydarzyło się dopiero w doliczonym czasie gry. Impas gospodarzy przełamał płaskim strzałem Tomáš Souček i wydawało się, że najtrudniejsze West Ham ma już za sobą. Tymczasem w ostatniej akcji meczu po rzucie różnym Lanzini sfaulował w polu karnym Toma Cairneya, za co sędzia podyktował „jedenastkę”. Dość niespodziewanie strzelający z wapna Ademola Lookman chciał ośmieszyć Łukasza Fabiańskiego podcinką, na co doświadczony golkiper nie dał się nabrać. Polak uratował tym samym bezcenny komplet punktów w derbowej konfrontacji z Fulham.

W niedzielę oczy całego piłkarskiego świata były zwrócone na Etihad Stadium, gdzie zmierzyli się dwaj angielscy giganci – były i obecny triumfator Premier League. Pierwszą połowę, toczoną na niezwykle wysokich obrotach, lepiej rozpoczęli przyjezdni. The Citizens nie radzili sobie z wysokim pressingiem Liverpoolu, który okres swojej przewagi udokumentował bramką Mohameda Salaha z rzutu karnego. Z biegiem czasu inicjatywę zaczęli przejmować Kevin De Bruyne i spółka. Belgijski rozgrywający Manchesteru City najpierw obsłużył podaniem Gabriela Jesusa, który znakomicie oszukał defensywę The Reds i sprytnym strzałem szpicem buta pokonał Alissona. Chwilę później do asysty powinien dołożyć także gola, ale nie trafił z jedenastu metrów. Po przerwie tempo gry znacznie spadło, a najlepszą sytuację zmarnował brazylijski atakujący Obywateli. Wynik nie uległ już zmianie, co oznacza, że podopieczni Jürgena Kloppa utrzymali pięciopunktową przewagę nad najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Honours even…⚽️ #mancity

Post udostępniony przez Manchester City (@mancity)

W pozostałych meczach z udziałem czołówki Tottenham nie bez problemów pokonał West Bromwich Albion 1:0 (150. gol Harry’ego Kane’a w Premier League), Leicester City w takim samym stosunku wygrał z Wolverhampton i został nowym liderem Premier League (dwa rzuty karne Vardy’ego, z czego jeden niewykorzystany), zaś Arsenal poległ na The Emirates aż 0:3 z Aston Villą po dublecie Olliego Watkinsa.


 

LaLiga: Klęska Realu Madryt na Mestalla, wysokie wygrane Barçy i Atlético

Od kilku lat konfrontacje Barcelony z Realem Betis są gwarantem wielu emocji oraz mnóstwa bramek i nie inaczej było w sobotę na Camp Nou. Katalończycy nieoczekiwanie rozpoczęli jednak spotkanie bez swojego największego gwiazdora, Lionela Messiego, ale jak się okazało to właśnie genialny Argentyńczyk został bohaterem rywalizacji z Los Verdiblancos. Sześciokrotny zdobywca Złotej Piłki wszedł na boisko tuż zmianie stron i w trakcie 45-minutowego występu ustrzelił dublet (w tym pierwszy gol z gry) oraz wykreował kolegom kilka znakomitych okazji. Starcie z Betisem mogło okazać się także przełomowe dla Antoine’a Griezmanna, ale Francuz nie wykorzystał rzutu karnego i kilku dogodnych sytuacji w pierwszej połowie. Do siatki trafił dopiero, gdy miał przed sobą pustą bramkę, w czym niebagatelna zasługa inteligentnie przebiegającego obok piłki Messiego. Wynik ustalił 17-letni Pedri, dla którego był to premierowy gol w hiszpańskiej ekstraklasie.

Pewne zwycięstwo odniosło też Atlético Madryt. Piłkarze Diego Simeone nie pozostawili złudzeń dobrze spisującemu się dotychczas beniaminkowi z Kadyksu, aplikując mu 4 bramki. Wysoką formę potwierdził duet napastników João Félix & Luis Suárez (trzykrotnie wpisali się na listę strzelców), a także Jan Oblak, który zachował już piąte czyste konto w sezonie. W efekcie Rojiblancos na moment objęli pozycję lidera LaLiga.

Na szczyt błyskawicznie wrócił bowiem Real Sociedad, który ograł na własnym obiekcie Granadę 2:0. Drużyna z San Sebastian notuje obecnie kapitalną serię pięciu kolejnych ligowych triumfów, a jej najlepszy napastnik Mikel Oyarzabal jest też liderem klasyfikacji strzelców hiszpańskiej elity (6 goli). Tuż za jego plecami znajduje się Paco Alcácer (5), którego trafienie przyczyniło się do wyjazdowej wiktorii Villarrealu nad Getafe (3:1).

Na zakończenie 9. serii gier niezwykły popis nieudolności zaserwował Real Madryt. Defensorzy Królewskich wpakowali samobója (Varane) i sprokurowali aż 3 rzuty karne (Lucas Vázquez, Marcelo, Sergio Ramos), które skutecznie wyegzekwował nieoczywisty MVP meczu na Estadio Mestalla – Carlos Soler. Mająca ogromne problemy organizacyjno-finansowe Valencia zagrała z mistrzem Hiszpanii bardzo uważnie w defensywie, ponadto nadspodziewanie często zagrażała bramce Courtoisa i w efekcie mogła cieszyć się z najwyższego zwycięstwa nad Los Blancos od 2009 roku, kiedy to barw Los Ches bronili jeszcze David Silva czy Juan Mata (wtedy było 3:0 – przyp. red.).


 

Bundesliga: Emocjonujący Klassiker dla Bayernu, debiutancki gol Piątka

Największym piłkarskim wydarzeniem weekendu za Odrą był 103. ligowy Klassiker, rozgrywany niestety na pustym stadionie Signal Iduna Park. Wicemistrz Niemiec postawił trudne warunki obrońcy tytułu, ale ostatecznie poległ 2:3. Hit w Dortmundzie awizowany był jako bezpośredni pojedynek dwóch fenomenalnych snajperów i obaj potwierdzili tę opinię, wpisując się na listę strzelców. Zarówno Erling Braut Håland, jak i Robert Lewandowski mogli jednak skończyć sobotnie spotkanie z hat-trickiem na koncie – Norwegowi na przeszkodzie stanęły problemy techniczne i nieskuteczność, zaś kapitanowi naszej kadry VAR (dwa słusznie anulowane gole po wideoweryfikacji). W samej końcówce znakomitej sytuacji do wyrównania nie wykorzystał z kolei Marco Reus, który otworzył wynik meczu. Wszystkiemu przyglądał się z perspektywy ławki rezerwowych Łukasz Piszczek.

Dla „Lewego” trafienie przeciwko byłemu klubowi było już 11. w trwającym sezonie ligowym oraz 19. w historii jego potyczek z Borussią Dortmund (częściej nękał tylko bramkarzy Wolfsburga i Schalke 04 – przyp. red.). Król strzelców Ligi Mistrzów ma zatem wiele powodów, aby świętować swój 300. występ w ekipie z Monachium.

Porażkę BVB skrzętnie wykorzystał RB Leipzig. Czerwone Byki wygrały 3:0 z Freiburgiem, dzięki czemu wróciły na pozycję wicelidera Bundesligi. Co ciekawe, wszystkie gole na Red Bull Arena padły po stałych fragmentach gry.

Wyczekiwany debiut w podstawowej jedenastce Augsburga zaliczył w końcu Robert Gumny, aczkolwiek prawy obrońca nie będzie mile wspominał konfrontacji z Herthą. Drużyna z WWK Arena poległa u siebie aż 0:3, choć przy żadnym z goli nie zawinił ani Rafał Gikiewicz, ani wspomniany Gumny. Bawarczyków pogrążył zaś rezerwowy Krzysztof Piątek, dla którego była to premierowa bramka w kampanii 2020/21.

W niedzielę Wolfsburg pokonał Hoffenheim 2:1, natomiast spektakularna wymiana ciosów na BayArena zakończyła się ostatecznie wygraną Bayeru Leverkusen 4:3, mimo że to Borussia Mönchengladbach dwukrotnie wychodziła na prowadzenie za sprawą Larsa Stindla. Za każdym razem rezultat wyrównywał Lucas Alario, zaś po przerwie dwa jedyne celne strzały gospodarzy zamienili na gole Leon Bailey i Julian Baumgartlinger. Genialny „skorpion” Valentino Lazaro z doliczonego czasu pozwolił tylko Źrebakom zmniejszyć rozmiary porażki.


 

Serie A: Czołówka znów traci punkty, czyste konto Drągowskiego

W ten weekend na włoskiej ziemi stanęły naprzeciw siebie zespoły dwóch polskich obrońców – Cagliari Sebastiana Walukiewicza pokonało Sampdorię Bartosza Bereszyńskiego 2:0. Wyższe noty zebrał oczywiście ten pierwszy (7/10 od WhoScored, 6,5/10 od fantacalcio.it), ale kilka dobrych momentów zaliczył też były lechita (m.in. 3 skuteczne wślizgi i 2 udane dryblingi). Znacznie gorzej wypadła linia defensywna Benevento z Kamilem Glikiem w centrum. Beniaminek ze Spezii zaaplikował miejscowym trzy bramki, na które Gli Stregoni nie byli w stanie odpowiedzieć.

Najciekawiej zapowiadające się starcia Lazio z Juventusem oraz Atalanty z Interem zakończyły się remisami 1:1. Na Stadio Olimpico wyraźną przewagę miał Juventus i wydawało się, że kolejna bramka zdobyta przez Cristiano Ronaldo wystarczy Bianconerim do wygranej. Tymczasem tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego na indywidualną akcję zdecydował się Correa, a jego podanie precyzyjnym uderzeniem po długim rogu wykończył rezerwowy Felipe Caicedo. Ekwadorczyk wyspecjalizował się w golach zdobywanych w doliczonym czasie gry – w ostatnich kilkunastu miesiącach upolował aż 5 takich trafień! Z kolei na Stadio Atleti Azzurri d’Italia na prowadzenie przed upływem czwartego kwadransa rywalizacji wyszedł aktualny wicemistrz Italii (Lautaro Martínez), a wyrównał sprowadzony z Lokomotiwu Moskwa Aleksey Miranchuk.


Kolejne pełne spotkanie dla Torino zaliczył Karol Linetty, ale po bezbarwnym widowisku jego zespół zremisował z Crotone 0:0. Takim samym rezultatem zakończyła się potyczka Parmy z Fiorentiną. Bartłomiej Drągowski nie musiał jednak poważnie interweniować, wszak Gialloblu nie oddali ani jednego celnego strzału. Białostoczanin zachował więc drugie czyste konto w sezonie, czego nie dostąpił jeszcze ani razu Łukasz Skorupski. Golkipera Bolonii pokonał tym razem Victor Osimhen, zapewniając Napoli komplet punktów. Eksperci są zgodni, iż były zawodnik Górnika Zabrze powinien zachować się w kluczowej sytuacji znacznie lepiej. Na ostatni kwadrans na murawie Stadio Renato Dall’Ara pojawił się też Piotr Zieliński, a swoją obecność zaznaczył tylko jednym, w dodatku niezbyt groźnym uderzeniem.

W dramatycznych okolicznościach porażki uniknął lider z Mediolanu. Po niespełna 20 minutach Milan przegrywał na San Siro z Hellasem 0:2, ale szybko nawiązał kontakt dzięki samobójczemu trafieniu Giangiacomo Magnaniego. W drugiej połowie Rossoneri dominowali już zdecydowanie, lecz długo nie potrafili zmusić do kapitulacji Marco Silvestriego. Kolejnego rzutu karnego nie wykorzystał Zlatan Ibrahimović, a w 90. minucie dotknął piłki ręką podczas zgrania do Calabrii, dlatego VAR słusznie anulował gola. Dopiero ostatnia próba Szweda pozwoliła wyrwać werończykom punkt. Udane zawody w ekipie gości rozegrał Paweł Dawidowicz, zmieniony z powodu urazu po nieco ponad godzinie gry.



 

Ligue 1: PSG powiększa przewagę nad głównymi rywalami, Majecki spada w wewnątrzklubowej hierarchii

Kontuzja Benjamine’a Lecomte’a miała otworzyć przed Radosławem Majeckim szansę na kolejne występy w Ligue 1, jednak to nie 20-letni starachowiczanin, a znacznie bardziej doświadczony Włoch Vito Mannone stanął w bramce AS Monaco podczas wyjazdowej rywalizacji z Niceą. Piłkarze Niko Kovača odnieśli cenne zwycięstwo 2:1, które pozwoliło im wskoczyć na szóstą lokatę.

Dobrą passę kontynuuje również Paris Saint-Germain. Mistrzowie Francji pokonali 3:0 uczestnika fazy grupowej UEFA Europa League, Stade Rennais. Bohaterem spotkania na Parc des Princes został Ángel Di María – autor dwóch trafień i asysty. Dzięki sensacyjnej porażce Lille z Brestem (2:3) przewaga Les Parisiens nad wiceliderem wzrosła już do pięciu „oczek”.

 

Wielki triumf Dynama w Derbach Moskwy, ukraiński szlagier dla Szachtara

Grzegorz Krychowiak i jego Lokomotiv przeżywają w lidze ciężkie chwile. Popularni Kolejarze przegrali właśnie trzeci mecz z rzędu, w dodatku niezwykle prestiżowy, bo z lokalnym rywalem. Szokujące są również rozmiary ostatniej porażki, bowiem Dynamo zaaplikowało ekipie Marko Nikolicia aż 5 bramek. Gospodarze mieli znacznie ułatwione zadanie, gdyż przez blisko godzinę grali w przewadze liczebnej (czerwone kartki dla Rajkovicia i Guilherme, a później także dla obrońcy Dynama, Parshivlyuka). Niewielką cegiełkę do efektownego zwycięstwa dołożył Sebastian Szymański (3 strzały i przechwyt), podczas gdy Maciej Rybus pauzował za kartki.

Wielki hit na Ukrainie nie zakończył się pomyślnie dla Tomasza Kędziory i jego Dynama Kijów. Podopieczni Mircei Lucescu przegrali 0:3 z byłym pracodawcą rumuńskiego trenera, Szachtarem Donieck, przez co ich zaliczka nad Górnikami z Donbasu stopniała do jednego punktu.

Celtic pokonał na wyjeździe Motherwell 4:1, a cały mecz na ławce rezerwowych spędził Patryk Klimala. Jeszcze lepiej zaprezentował się aktualny lider Scottish Premiership i przeciwnik Lecha Poznań w fazie grupowej LE. Rangersi zdemolowali na Ibrox ekipę Hamilton aż 8:0, nie pozwalając gościom na oddanie żadnego strzału!

Mogą Ci się spodobać
EURO 2020: Błysk geniuszu Lewandowskiego to za mało. Polska przegrywa ze Szwecją i odpada z Mistrzostw Europy
EURO 2020: „Polska Husaria” wywalczyła remis w Sewilli i zachowała szanse na awans!
EURO 2020: Portugalia liderem „grupy śmierci”, Ronaldo z rekordem wszech czasów
EURO 2020: Koszmary wróciły. Polska przegrywa na inaugurację ze Słowacją

Zostaw komentarz